sobie zabawami z szaloną chrześcijanką,« szeptali do siebie. Przeżycie ostatniej nocy było i dla nich niepojęte, ale wkrótce znaleźli słowa, którymi zagłuszyli ostrzegający i nieprzyjemny dla nich głos swoich duchów. Zmógł ich sen lenistwa ducha. Koło południa usłyszeli tętent końskich kopyt. Wszyscy pośpieszyli na swoje stanowiska. W małym oddziale szybko zapanował poprzedni ład i porządek. Surowa dyscyplina była dla rzymskiego wojska typowa. Na podwórze wjechali jeźdźcy,
Konie stanęły, jak wryte, a niektóre padły na ziemię. Szaweł leżał twarzą ku ziemi. Nie mógł znieść nurtu Światła, który z promiennego Krzyża przenikał przez jego oczy aż do głębi ducha. Leżał na ziemi jak martwy. Ramionami Szawła wstrząsnął cichy szloch, jego ciało drgnęło, ale nie mógł wstać. W jego oczach jeszcze płonęło światło, było to niezmiernie bolesne. Pomimo to czuł w sobie błogą radość. Jakby zdjęto z niego brzemię i pozbawiono ograniczeń zarozumiałych wyobrażeń
pątniczki zwierało złe przeczucie. Zbliżała się po wąskiej polnej dróżce i musiała przejść przez główny trakt. Najchętniej by zaczekała, ukryła się lub weszła do jakiegoś małego domku, ale nie miała takiej możliwości. Gdzie oko sięgało, rozciągały się słońcem zalane pastwiska usiane kępkami niskiej trawy. Nigdzie nie było widać jakiegoś krzaka, pagórka czy zagajnika, w którym mogłaby się ukryć. Maria Magdalena się nie bała. Szła dalej i zbliżała się do konnego oddziału
sobie zabawami z szaloną chrześcijanką,« szeptali do siebie. Przeżycie ostatniej nocy było i dla nich niepojęte, ale wkrótce znaleźli słowa, którymi zagłuszyli ostrzegający i nieprzyjemny dla nich głos swoich duchów. Zmógł ich sen lenistwa ducha. Koło południa usłyszeli tętent końskich kopyt. Wszyscy pośpieszyli na swoje stanowiska. W małym oddziale szybko zapanował poprzedni ład i porządek. Surowa dyscyplina była dla rzymskiego wojska typowa. Na podwórze wjechali jeźdźcy,
Pamiętaj, że należysz do Mnie. Jej wysoka postać się wyprostowała. Długimi, mocnymi krokami podążała naprzeciw swemu losowi. Mężczyzna jadący na czele rzymskiego oddziału zauważył ją. Był to faryzeusz, ale nosił zbroję i w dodatku miał wygląd artysty. Był wysokiego wzrostu, mocno zbudowany, miał płonące, dzikie oczy, na koniu siedział jednak szlachetnie i dumnie. »To rzadka okazja, aby spotkać w takim miejscu samotną kobietę. Wydaje mi się, że mogłabyś zabłądzić, piękna
samo, jak kiedyś samotnie rozpoczęła poszukiwanie Mnie Pana. Gorączka osłabła i bóle spowodowane złamanym żebrem zniknęły. Jej duch połączył się ze Światłem. Teraz nie była już samotna. Spłynęły ku niej jasne kobiety i wzmacniały potrawą ducha. Znowu płynęła ku niej siła czystości. Lecz owa siła nie docierała do niej bezpośrednio z jasnej Panny Irmingard jak wówczas, gdy Ja Jezus, Boże Światło, przebywałem jeszcze na Ziemi; tym razem Lilia płonąca białym światłem, płomienna
czasie jej samej potrzebne było pocieszające ludzkie słowo i pomocna dłoń. Swoje życie już długo poświęcała innym nigdy przy tym nie myśląc o sobie. Ale dlaczego Pan dopuścił do tego, że teraz jest tak słaba i już gaśnie? Gdzie popełniła błąd? To pytanie dręczyło jej ducha. Ananiasz urządził dla niej legowisko. Przygotował wszystko tak dobrze, jak tylko potrafił i obiecał, że wkrótce przyniesie jakieś jedzenie i wodę do picia. Chciał bowiem powrócić do Damaszku, aby sprowadzić
DO NIEGO WO??ANIE ZE ŚWIAT??A!. *Maria Magdalena widziała przy Abd-ru-shinie Nahome, której ziemską matką kiedyś była jako Aloe. GDY SZAWE?? dotarł do Damaszku, chrześcijanie już go oczekiwali, albowiem uczeń Ananiasz odebrał ze Światła przekaz o jego przyjeździe. albowiem uczeń Ananiasz odebrał ze Światła przekaz o jego przyjeździe. Pewnego razu duch Ananiasza opuścił swoje ciało. dotarł do Damaszku, chrześcijanie już go oczekiwali, albowiem uczeń Ananiasz odebrał