chrześcijanko. Pod naszą opieką poczujesz się lepiej. Zabrzmiało to uprzejmie, ale w tle wyraźnie słychać było ironiczny ton. Kiedyś Maria Magdalena zapłonęłaby gniewem. »Nie wszystkim kobietom potrzebna jest ochrona mężczyzny, zwłaszcza gdy są już w podeszłym wieku i samodzielne. Moja ochrona i świta jest większa i potężniejsza od wojsk cesarza. Zejdź mi z drogi, Rzymianinie i pozwól przejść w spokoju. Na twarzy jeźdźca pojawiły się rumieńce gniewu. Jego urażona pycha
żołnierzy. Już słyszała stukanie końskich kopyt. Odruchowo okryła głowę chustą, jakby się bała, że złoty blask jej włosów mógłby na nią zwrócić uwagę jeźdźców. Kostur, który trzymała w dłoni, lekko drżał. »Mario Magdaleno, posłuchaj: co nadejdzie, musi się stać! Nie bój się, chcę za twoim pośrednictwem obudzić człowieka, który ma być pochodnią dla szukających. Nawet gdyby szorstkie kamienie do krwi ocierały ci nogi, kładź stopy na ich najostrzejsze krawędzie i nie zbaczaj.
Wokół Marii Magdaleny pojawiły się promienne, jasne twarze. Dobrzeje znała i lubiła, a jednak wydawały się jej tak dalekie i uświęcone. Wokół niej znów powiało wonią białych kwiatów pomarańczownika, co obudziło w niej wspomnienia o dalekim, gorącym kraju, gdzie w błyszczącym piasku u jej nóg bawiło się dziecko. Ileż było w tym obrazie ziemskiego szczęścia! Były to wspomnienia przepięknego okresu młodości. Później kwiaty ze złotych gałęzi opadły i nurt na swoim srebrnozielonym
pomoc. »Ananiaszu, myśl o Pawle, a nie o mnie! Wkrótce nadejdzie moja godzina. Ananiasz skinął głową i położył dłoń na jej czole. Jej ciało rozluźniło się i wypełnił ją wielki spokój. Jaskinię zalało światło i nad chorą pochyliła się promienna twarz Bożego posła. Światło migotało w delikatnych promieniach. Te stawały się coraz wyraźniejsze, aż w końcu utworzyły stopnie, świetlistą drogę prowadzącą w górę na najwyższe, najjaśniejsze wyżyny. Z góry dobiegały radosne głosy.
nie chciała się ugiąć przed chłodną i spokojną obroną chrześcijanki. Ta kobieta wyraźnie go drażniła. Nie wiedział dlaczego, ale gdy wyczuwał cichą siłę towarzyszącą chrześcijanom, jego gwałtownego ducha zawsze zaczynała ogarniać niepohamowana wściekłość. Jakże często czuł, że przegrywa, gdy podczas gorliwego forsowania swojej wiary opanowała go wściekłość! I właśnie owo poczucie bezsilności połączone ze świecką władzą, którą dał jemu do ręki Rzym, doprowadzało do tego, że
samo, jak kiedyś samotnie rozpoczęła poszukiwanie Mnie Pana. Gorączka osłabła i bóle spowodowane złamanym żebrem zniknęły. Jej duch połączył się ze Światłem. Teraz nie była już samotna. Spłynęły ku niej jasne kobiety i wzmacniały potrawą ducha. Znowu płynęła ku niej siła czystości. Lecz owa siła nie docierała do niej bezpośrednio z jasnej Panny Irmingard jak wówczas, gdy Ja Jezus, Boże Światło, przebywałem jeszcze na Ziemi; tym razem Lilia płonąca białym światłem, płomienna
czasie jej samej potrzebne było pocieszające ludzkie słowo i pomocna dłoń. Swoje życie już długo poświęcała innym nigdy przy tym nie myśląc o sobie. Ale dlaczego Pan dopuścił do tego, że teraz jest tak słaba i już gaśnie? Gdzie popełniła błąd? To pytanie dręczyło jej ducha. Ananiasz urządził dla niej legowisko. Przygotował wszystko tak dobrze, jak tylko potrafił i obiecał, że wkrótce przyniesie jakieś jedzenie i wodę do picia. Chciał bowiem powrócić do Damaszku, aby sprowadzić
DO NIEGO WO??ANIE ZE ŚWIAT??A!. *Maria Magdalena widziała przy Abd-ru-shinie Nahome, której ziemską matką kiedyś była jako Aloe. GDY SZAWE?? dotarł do Damaszku, chrześcijanie już go oczekiwali, albowiem uczeń Ananiasz odebrał ze Światła przekaz o jego przyjeździe. albowiem uczeń Ananiasz odebrał ze Światła przekaz o jego przyjeździe. Pewnego razu duch Ananiasza opuścił swoje ciało. dotarł do Damaszku, chrześcijanie już go oczekiwali, albowiem uczeń Ananiasz odebrał