punkcie świecił Krzyż. Z zalewających go fal światła dobiegało nieustannie jego imię. »Idź i pytaj o Szawła z Tarsu! Nie ukrywaj się, ale szukaj lwa w jego jaskini. Pan prostuje drogi, pamiętaj o tym i nie trać odwagi. Patrz, Szaweł się modli, albowiem widział cię w duchu, a Ja rzekłem jemu twoje imię. Szaweł jest Moim wybranym narzędziem mającym służyć nawracaniu ludzi na wiarę i chcę jemu pokazać, jak bardzo ma cierpieć z powodu Mojego imienia. Połóż na nim swoje dłonie,
całkiem wyczerpane. Ananiasz zaprowadził ją do niedalekiej jaskini, która przynajmniej ochraniała przed zimnym wiatrem. Przed nią roztaczał się zalany słońcem cudowny widok na wyżyny Antylibanu, które wznosiły się na tle nieskończonej dali i zachwycały swoim pięknem. Ale Maria Magdalena nie widziała już niczego. Pochyliła głowę, sucha gorączka wstrząsała nią coraz częściej na zmianę z zimnymi dreszczami. Pragnęła spokoju i czegoś chłodnego do picia. Po raz pierwszy po długim
widoczna była już tylko jedna postać — biało odziany mężczyzna z mieczem i błyszczącą bransoletą. Jego szatę zdobił obraz gołębicy, zaś z oczu biło złote światło. Wskazał ręką w górę i dźwięcznym, miękkim głosem rzekł: »Spotkamy się. Przed oczami Magdaleny błysnął świetlisty krąg i Promienny zniknął. Maria Magdalena zapadła w długi, wzmacniający sen. Ananiasz odszedł, aby sprowadzić pomoc. Jej przeznaczeniem było jednak zakończenie ziemskiej wędrówki w samotności, tak
rzymskich żołnierzy jechał dalej. Szaweł wraz ze swymi przyjaciółmi w otoczeniu rzymskich żołnierzy jechał dalej. Mały oddział, który pozostawił z chrześcijanką w warowni, miał udać się później za nimi. Zmęczeni i zniechęceni w milczeniu jechali dalej. Zachmurzony dowódca patrzył przed siebie i nie potrafił się zdecydować i przemówić do swych przewodników choć kilka słów. Napięcie zaczynało być widoczne i stawało się coraz większe i groźne. Mężczyzn powoli ogarniało poczucie
widoczna była już tylko jedna postać — biało odziany mężczyzna z mieczem i błyszczącą bransoletą. Jego szatę zdobił obraz gołębicy, zaś z oczu biło złote światło. Wskazał ręką w górę i dźwięcznym, miękkim głosem rzekł: »Spotkamy się. Przed oczami Magdaleny błysnął świetlisty krąg i Promienny zniknął. Maria Magdalena zapadła w długi, wzmacniający sen. Ananiasz odszedł, aby sprowadzić pomoc. Jej przeznaczeniem było jednak zakończenie ziemskiej wędrówki w samotności, tak
samo, jak kiedyś samotnie rozpoczęła poszukiwanie Mnie Pana. Gorączka osłabła i bóle spowodowane złamanym żebrem zniknęły. Jej duch połączył się ze Światłem. Teraz nie była już samotna. Spłynęły ku niej jasne kobiety i wzmacniały potrawą ducha. Znowu płynęła ku niej siła czystości. Lecz owa siła nie docierała do niej bezpośrednio z jasnej Panny Irmingard jak wówczas, gdy Ja Jezus, Boże Światło, przebywałem jeszcze na Ziemi; tym razem Lilia płonąca białym światłem, płomienna
czasie jej samej potrzebne było pocieszające ludzkie słowo i pomocna dłoń. Swoje życie już długo poświęcała innym nigdy przy tym nie myśląc o sobie. Ale dlaczego Pan dopuścił do tego, że teraz jest tak słaba i już gaśnie? Gdzie popełniła błąd? To pytanie dręczyło jej ducha. Ananiasz urządził dla niej legowisko. Przygotował wszystko tak dobrze, jak tylko potrafił i obiecał, że wkrótce przyniesie jakieś jedzenie i wodę do picia. Chciał bowiem powrócić do Damaszku, aby sprowadzić
DO NIEGO WO??ANIE ZE ŚWIAT??A!. *Maria Magdalena widziała przy Abd-ru-shinie Nahome, której ziemską matką kiedyś była jako Aloe. GDY SZAWE?? dotarł do Damaszku, chrześcijanie już go oczekiwali, albowiem uczeń Ananiasz odebrał ze Światła przekaz o jego przyjeździe. albowiem uczeń Ananiasz odebrał ze Światła przekaz o jego przyjeździe. Pewnego razu duch Ananiasza opuścił swoje ciało. dotarł do Damaszku, chrześcijanie już go oczekiwali, albowiem uczeń Ananiasz odebrał